piątek, 3 maja 2013

Rozdział pierwszy

- Magda wstawaj, bo spóźnisz się do szkoły! - krzyk mamy było chyba słychać w całym mieszkaniu.
- Już wstaje - burknęłam zaspana i z trudem wstałam z łóżka. Niby już dzisiaj zaczynały się wakacje, jednak pogoda w tym kraju bywa naprawdę zmienna i w dzień, w którym powinno świecić słońce pada deszcz. No nie powiem, pogoda nie zachęca. Ehh... 
Przecierając oczy nacisnęłam na klamkę i udałam się do łazienki, by tam doprowadzić się do porządku. Na zakończenie roku miałam zamiar założyć białą sukienkę, którą kupiłam w zeszłym miesiącu będąc na zakupach z Dagą, bo wydawało się, że pogoda będzie dopisywać, jednak musiałam z niej zrezygnować i włożyć zwyczajne rurki i koszule. Tak też zrobiłam. Gdy byłam już wyszykowana zarzuciłam jeszcze na siebie czarną marynarkę, a przez ramię przewiesiłam torebkę po czym zeszłam na dół. Odrazu udałam się do kuchni, gdzie czekała na mnie reszta domowników ze śniadaniem. Szybko się do nich przysiadłam i zjadłam jedną kanapkę, którą popiłam herbatą. W międzyczasie spojrzałam na zegarek, który wskazywał już 10:40. W dość szybkim tępie odeszłam od stołu zakładając na nogi czarne trampki i wyszłam rzucając wszystkim krótkie "pa" na pożegnanie. Na zewnątrz lało niemiłosiernie. Właśnie tak wygląda pierwszy dzień wakacji w Polsce. Rozłożyłam biały parasol i szybkim krokiem ruszyłam wzdłuż chodnika mijając innych uczniów. Po chwili znalazłam się pod domem Dagmary. Napisałam jej krótkiego sms`a by już wyszła, a sama schowałam się na przystanku pod daszkiem, gdyż zaczęło coraz bardziej padać i wiać. W mgnieniu oka z domu wyszły Dagmara wraz ze swoją mamą, która miała nas podwieźć. Przywitałyśmy się wszystkie i jak najszybciej wsiadłyśmy do auta. Do szkoły nie było daleko. Może 15 minut piechotą, dlatego samochodem potrwało to niecałe 5 minut. Mama Dagi musiała jechać dzisiaj do biura załatwić jakieś papierkowe sprawy, więc przy okazji nas podwiozła i całe szczęście. Niedługo potem byłyśmy już na holu jak co roku słysząc te same słowa dyrektorki szkoły. Po jakiś 30 minutach zakończył się apel i wszyscy, szczęśliwi opuścili szkołę. Pewnie się jeszcze rozpogodzi. Na dworze już tak nie padało. Leciała delikatna mżawka, więc nie było większych problemów, by wrócić do domu.
- To jak? Jakie masz plany na te wakacje poza naszym wyjazdem? - z moich przemyśleń wyrwała mnie Daga.
- Tak szczerze to nawet nie wiem...
- No a co z Londynem? Mówiłaś przecież, że uzbierałaś już pieniądze i jeszcze rodzice ci się dorzucili, więc w czym problem?
- Nie chcę o tym mówić... - odparłam. Dagmara była moją przyjaciółką, jednak nie chciałam jej o tym mówić. Wiedziała o wszystkich moich
problemach, ale i tak nie chciałam o tym wspominać. Jakoś przeżyję nie lecąc do Londynu. Te pieniądze bardziej nam się przydały.
- Ej, wszystko w porządku? - zatrzymała się
- Nie ważne... Po prostu nie chcę tego wspominać.
- No ok, nie będę naciskać. Ale wiesz, że możesz mi powiedzieć.
- Wiem, wiem - odpowiedziałam ciepło się uśmiechając.
Nie minęło może 20 minut, gdy byłyśmy pod domem Dagmary. Cały dzisiejszy dzień miałyśmy już zaplanowany, ale niestety było za zimno, żeby gdzieś wyjść. Pocieszałam się chociaż tym, że już pojutrze wyjeżdżam z Dagą do Gdańska. Tam mieszkają nasi znajomi, których znamy z gimnazjum, a co niektórych z podstawówki. Nie widzieliśmy się chyba ze sto lat, dlatego już nie mogę się doczekać aż w końcu ich zobaczę.
- To jak, wpadasz? - spytała Dagmara
- Pewnie, tylko się przebiorę. Będę za chwilę.
- Ok, czekam - uśmiechnęła się i weszła do środka. Ja powędrowałam w stronę swojego domu. Mieszkałyśmy blisko siebie, na tej samej ulicy.
Dzieliły nas chyba tylko cztery budynki. Po wejściu do domu nie było niczego poza ciszą. Rodzice mieli dzisiaj wolne, ale pojechali coś załatwiać na mieście, Konrad pewnie szlaja się gdzieś z kumplami, a Maja jak zwykle przesiaduje u koleżanki. Rzuciłam torebkę na sofę w salonie i ruszyłam schodami na górę. Przebrałam się w ciepły sweter w paski i jakieś spodnie, które wygrzebałam z szafy. Nie czekając zeszłam z powrotem na dół, chwyciłam torebkę i wyszłam na zewnątrz zamykając drzwi na klucz. Po 10 minutach siedziałam już w wygodnym fotelu w pokoju Dagmary popijając gorącą czekoladę.
- Spakowałaś się już na wyjazd? - spytała siadając na łóżku.
- Jeszcze nie. Mam na to dzisiejszy wieczór i cały jutrzejszy dzień - puściłam jej oczko biorąc kolejny łyk z kubka.
- Jejku gdybym mogła to pojechałabym tam nawet teraz - odparła z uśmiechem 
- I zostawiłabyś tutaj swojego Patryka? - spytałam unosząc brwi, ta tylko szturchnęła mnie w ramię na co ja się zaśmiałam.
Kolejne godziny mijały nieubłagalnie szybko. Dom Dagi był pusty, bo jej tato wyjechał w delegacje, a mama siedzi w biurze, więc mogłyśmy  się wygłupiać do woli. Pierw bitwa na poduszki, potem gry na konsoli, karaoke, tańce, robienie pizzy i oglądanie filmów, a właściwie horrorów.
W międzyczasie skoczyłyśmy do sklepu po składniki do pizzy i po popcorn i tego typu rzeczy, by później mieć co jeść podczas oglądania. Oczywiście nie obyło się bez bałaganu, który był niemały, jednak szybko sobie z nim poradziłyśmy. Z pewnością pani Marecka nie byłaby zadowolona widząc mąkę porozsypywaną po całej kuchni, zdemolowany salon i milion poduszek na schodach. Był wieczór, około dwudziestej, kiedy wyszłam z domu Dagmary. Gdy wróciłam do domu był tam tylko Konrad, który rozmawiał przez telefon. Ten chłopak nie mógł nawet na chwilę oderwać się od ludzi. Niezauważona ruszyłam do swojego pokoju, gdzie miałam zamiar zacząć się pakować. Z szafy wyciągnęłam dużą walizkę, którą położyłam na środku łóżka. Potem zaczęłam wkładać do niej mnóstwo ubrań. Jutro jeszcze spakuje najpotrzebniejsze rzeczy, czyli szczoteczkę itp. Jednym ruchem ściągnęłam nieźle napakowaną walizkę i odstawiłam ją w kąt po czym wyjęłam z szafy szlafrok i udałam się do łazienki biorąc długą gorącą kąpiel.

_______________
Cześć :)
Rozdział krótki, bo to dopiero początek. Posty będą dodawane w piątki i poniedziałki :)
Nie ma co się więcej rozpisywać.
Do poniedziałku ! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz